Dopóki mnie kochasz...

Nie potrzebujemy skrzydeł by latać ....

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Dobra w takim razie, postanowione.
Piszę opowiadanie paranormalne.
Ale na nowym blogu.
Tam już niedługo pojawi się 1 Rozdział! :>
Mam nadzieję, że wpadniecie i wam się spodoba ;3
DO ZOBACZENIA
Tagi: NOWY
28.10.2013 o godz. 09:04
Hmmm..
a co wy na to, by następne opowiadanie było paranormalne?
no wiecie. wampiry, czarownice, wilkołaki, stworki, zaklęcia, magia, jedzenie ludzi, zakazana miłość?
coś w tym jest.. ;>
co wy na to?
oczywiście MÓGŁBY być Justin. nie zapewniam.. :

Tagi: good idea?
26.10.2013 o godz. 16:26
Obudziły mnie promienie słońca, mile wpadające przez nie zasunięte zasłony. Pokój rozświetlało miłe światło, którego od dawna nie widziałam. W końcu, co jak co, ale w Nowym Jorku trudno o taką pogodę.
Bardzo powoli rozciągnęłam się by nie uszkodzić jeszcze ospałych mięśni. Przetarłam oczy dłońmi i podeszłam do okna. Jak dawno tego nie widziałam! W końcu jakiś ciepły i radosny dzionek. Nie mogę tego zaprzepaścić siedząc cały dzień w domu. Pędem ruszyłam do łazienki by się odświeżyć.
Po tych rutynowych, porannych czynnościach ubrałam się w coś luźnego. Z powodu iż jest weekend, nie musiałam się nigdzie śpieszyć, a jednak bałam się, że zaraz mi ta pogoda ucieknie.
Psiknęłam się jeszcze na odchodne moimi ulubionymi, kwiatowymi perfumami i wyszłam.

*

Kierowałam się do kawiarni, na kawę i coś dobrego do przekąszenia. Doszłam do danego obiektu, po czym usiadłam w jednym z wolnych stolików dla dwóch osób. Wzięłam MENU w ręce i zaczęłam przeglądać co dobrego. W między czasie dostałam sms'a:
spotkamy się? :)
Bardzo się ucieszyłam, że Justin o mnie pamiętał.
Wczoraj bardzo dobrze się bawiliśmy. Do późna byliśmy na plaży. Nie obyło się bez czułych pocałunków i śmiechów. Poczułam pełnie szczęścia, której brakowało mi od bardzo długo. Wszystkie smutki, złe wspomnienia poszły w niepamięć.
Odpisałam mu gdzie jestem oraz, że czekam.

Gdy się zjawił właśnie kończyłam dopijać moją Latte. Tym razem już bez podwójnej bitej śmietany i karmelu.. Niestety nie mogłam sobie na to pozwolić. Musiałam dbać o swoją figurę.
-Cześć - przywitał się z czułym uśmiechem na twarzy.
Jak zwykle wyglądając olśniewająco. Na nosie miał czarne okulary przeciw słoneczne. Na głowię czapkę 'beanie'.
-Hej - odwzajemniłam uśmiech.
Jus kulturalnie zdjął czapkę z głowy.

Zamówił tylko kawę. Spojrzałam na niego zdziwiona.
-Hm? - przyjrzał mi się badawczo.
-Nie nic.. - odwróciłam wzrok.

-Jak ty to robisz, że nie ma tu jeszcze tysięcy krzyczących nastolatek, skandujących twoje imię? - zachichotałam.
-Dobre pytanie - również się zaśmiał.
Nasze spotkanie minęło w bardzo przyjemnej atmosferze. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się.
Justin cały czas podkradał ode mnie moje ciasto. Ja udawałam, że tego nie widzę.

-Kocham Cię Weronika - spojrzał na mnie pięknymi, czekoladowymi oczętami.
-Ja Cię też Justin - przytuliłam go mocno.



EPILOG

Justin wyjechał na długą trasę po Europie. Weronika została sama, ale czekała na niego z utęsknieniem.
W tym czasie odwiedziła ją Martyna. Wyjaśniły sobie wszystko, oczywiście nie obyło się bez łez.
Jednakże Martyna nie miała długotrwałej wizy i już po miesiącu musiała wrócić do kraju. Dziewczyny utrzymują ze sobą stałe kontakty.
Margaret odeszła z pracy, po czym wyprowadziła się ze Stanów.
Gdy Justin wrócił zamieszkał na stałe u Weroniki.
Wszystko wróciło do normy. Miłość znów zaiskrzyła w ich życiu.


_____________________

KONIEC. :)[/b
czekam na wasze komentarze i pomysły na inne opowiadanie. :>
Tagi: KONIEC
26.10.2013 o godz. 13:18
Drogie czytelniczki :)
To opowiadanie ciągnie się już trochę. Jest dość dużo rozdziałów. Sądzę, że było dużo akcji.
Jednak.. przychodzi kiedyś tak czas, w którym lepiej zakończyć pewne sprawy. c;
Uważam, że to opowiadanie powinnam już skończyć. Dlaczego?
Na pewno dlatego iż próbowałam napisać 27 Rozdział już od kilku dni. Niestety brak mi weny...
Mam jeden pomysł, ale to i tak za mało. :>
Proponuję by napisać OSTATNI rozdział i zakończyć ten blog. Może nawet założę nowego, z nowym opowiadaniem? c; Możliwe.

CZEKAM NA WASZE PROPOZYCJE W KOMENTARZACH.
Tagi: KONIEC?
22.10.2013 o godz. 14:42
-Zmieniłaś się - zabrzmiał jego zachrypnięty głos. W tej sekundzie - moje życie obróciło się do góry nogami.

***
Muzyka <3

-Słucham? - próbowałam zabrzmieć silnie i odważnie, ale zbyt bardzo się bałam. Serce biło mi sto razy szybciej niż normalnie. Głos mi zadrżał.
Nerwowo oblizał swoje usta. Widać, że też się bał. Nie wiem czemu..
-Mówię, że się zmieniłaś.. - powtórzył nieśmiało. Był bardzo zdenerwowany. Wargi mu drżały.
-Słyszałam - odpowiedziałam sucho i odwróciłam się na pięcie. Blisko było mi do płaczu. Kiedy już wszystko mam poukładane, nagle zjawia się On i ponownie moje życie znajduję się na niepewnym gruncie!
Zdecydowanym ruchem ręki chwycił mnie za łokieć, tym samym zatrzymując w pół kroku. Obrócił mnie do siebie, mimo oporów. Zajrzał w głąb oczu i...
Puścił? Jego głowa opadła. Piękne, brązowe oczy już nie były wpatrzone we mnie.. patrzyły na zimny i ciemny chodnik.
W mojej głowie panował zupełny chaos! Serce mówiło wesprzyj go.., zakończ swój ból i niepokój... Rozum podpowiadał na odwrót. Przecież On mnie zranił! I co? Teraz nagle mam mu wybaczyć?..
W tej samej chwili Justin odszedł. Tak po prostu. Odwrócił się i poszedł. Szybko. Tak jakby chciał.. uciec. Ode mnie? W sercu poczułam bolesne ukłucie. Nagle smutek się we mnie wezbrał i napłynął do oczu.
Jak mogę zapomnieć o twojej miłości?
Jak mogę nie zobaczyć cię znów?
Jest czas i miejsce
na jeszcze jeden słodki uścisk..

Stałam tam na środku ulicy ze łzami spływającymi mi z oczu, na poliki, potem na brodę i w końcu na ziemie. Przechodnie omijali mnie zdziwieni. Telefon wibrował mi w torebce non stop. Byłam pewna, że to Margaret i, że jestem spóźniona. Ale to się wtedy nie liczyło.
Emocje mną zawładnęły. Zaczęłam biec. Biegłam przed siebie. Tam gdzie On. Chciałam go znaleźć. Przytulić. Wypłakać się na jego silnym ramieniu. Poczuć jego dotyk, miłość, ciepło. Pragnęłam TYLKO JEGO!
Wśród tłumów ludzi nie widziałam go. Zniknął.
Może to była tylko moja wyobraźnia?..
Zmieniłam kierunek. Biegłam na plażę. By tam znaleźć spokój i ciszę.
*
Usiadłam na zimnym piasku. Zimny wiatr wiejący ze strony morza, a raczej oceanu owiewał mnie nieprzyjemnie. Na zewnątrz drżałam z zimna, a w środku kipiałam gorąca. Łzy leciały mi ciurkiem. Telefon dzwonił i dzwonił..
Przetwarzałam cały czas to co się stało.
W pewnym momencie poczułam czyjeś ciepłe dłonie na ramionach. Ani drgnęłam. Ręce oplotły mnie w pasie. Jego głowa spoczęła na moim ramieniu. Siedzieliśmy tak w ciszy przez jakieś 5 minut. Rozkoszowałam się jego dotykiem.

-Chyba już wiesz, że spotkamy się jeszcze w jakiś sposób. Jak, kochanie jak mogę zacząć wszystko od nowa? Jak mogę spróbować pokochać kogoś nowego? Kogoś kto nie jest tobą? - te słowa same wyleciały mi z ust. Justin spojrzał mi w oczy i rzekł:
-Czas może uleczyć rany, ale ja chcę tylko zachować swoje wspomnienia, aby słyszeć twój głos, aby widzieć twoją twarz,
nie ma momentu, który chciałbym wymazać.
Gdy t oznajmił zbliżył się do mnie powoli i obdarzył czułym, pełnym tęsknoty pocałunkiem.
*
Leżeliśmy na piasku, wpatrzeni w gwiazdy, trzymając się za ręce. To chyba najpiękniejszy dzień w moim życiu!
Miałam na głowie jedno zmartwienie. Margaret i to całe nieszczęsne przyjęcie. Pewnie się nieźle o mnie martwi, a ja nie daję znaku życia. Oj, będzie wściekła.
Puściłam ciepłą dłoń Jusa. Ten spojrzał na mnie zaskoczony. Wyjęłam telefon z torebki i pokazałam mu, że muszę zadzwonić. Ten przytaknął i wrócił do dokładnego wpatrywania się we mnie.
-Ej! to peszy - zaśmiałam się do niego.
-NIc nie mogę poradzić na to, że jesteś taka piękna - uśmiechnął się w tym swoim łobuzerskim stylu.
Wybrała numer Margie i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
Odebrała po pierwszym sygnale.
-Weronik?! Weronik?! - usłyszałam zdenerwowany głos.
-Tak..
-Gdzieś ty była!? Co jest?! Gdzie jesteś?! Co się stało?!
-Spokojnie, nic mi nie jest. Później Ci wszystko powiem. Teraz muszę kończyć.
-Ale...
Nie zdążyła dokończyć, ponieważ rozłączyłam się.
-Kto to? - brązowooki zmarszczył podejrzliwie brwi.
-Mój chłopak..
-Co?!
-Żarcik - cmoknęłam go w policzek.
Justin usiadł na mnie.
-To teraz będzie kara! Jak Ci się żarcików zachciało! - rzekł, po czym zaczął mnie gilgotać. Śmiałam się na całego. Wiłam się pod nim jak jakiś robal, wołałam, żeby przestał, ale On wtedy tylko śmiał się.
Po 5 minutach zszedł ze mnie, a ja łapałam oddech.
Udałam naburmuszoną. Siadłam tyłem do niego i założyłam ręce na brzuchu.
-Kocham Cię - usłyszałam za sobą.

***
TADA! :D i jak wam się podoba? Dla mnie trochę długi i nudny, ale nawet, nawet :)).
W końcu MIŁOŚĆ <3
Cieszycie się? :3 To szybko, bo niedługo zaczną się nowe komplikacje... ;)
Oczekuję waszych opinii!
13.10.2013 o godz. 18:01
Szłam pośpiesznie jedną z nowojorskich, tłocznych ulic. Ludzi było niesamowicie dużo. Jak zwykle. Słychać było klaksony samochodów, krzyki zbulwersowanych matek, mężczyzn tłumaczących się swoim dziewczynom dlaczego wczoraj tak późno wrócił. Wcale mnie to nie dziwiło. Tutaj to była normalka. Stukałam swoimi kozaczkami od Prady w betonowy chodnik. Pogoda była nadzwyczaj dobra, biorąc pod uwagę porę roku i to nieobliczalne miasto.
Jednak i tak na moją małą czarną musiałam ubrać średniej długości płaszcz od Louisa Vuittona. Delikatny wietrzyk lekko owiewał mą nagą szyję, oraz muskał rozpuszczone włosy. Byłam w bardzo dobrej formie!
Stanęłam przed drzwiami, za którymi znajdował się gabinet jednej z najlepszych kosmetyczek w NY. Nacisnęłam klamkę i pchnęłam je do przodu.
Na jednym z głównych skórzanych foteli siedziała moja przyjaciółka - Margaret. Twarz miała wysmarowaną jakąś pomarańczową maseczką, a na oczach dwa plasterki ogórka. Podeszłam do niej wolnym krokiem, po czym się odezwałam:
-Cześć, już jestem. Przepraszam Cię za spóźnienie, ale taksówka mi uciekła - tłumaczyłam się.
-Cześć Weronik - uśmiechnęła się, robiąc sobie zmarszczki na twarzy wymalowanej mazią - usiądź obok, Rachel zaraz przyjdzie.
Zrobiłam tak jak powiedziała. Po chwili przyszła Rachel i zajęła się mną.

*

-Dziękuję Rachel - uśmiechnęłam się pogodnie - na razie!
Wyszłam razem z Margaret z gabinetu. Szłyśmy wpierw w ciszy, ale potem zaczęła nawijać o dzisiejszej imprezie.
-Pamiętaj, wziąć tą piękną kolie do tej sukienki! Ah i nie zapomnij czarnego cieniu do powiek, on bardzo pasuję do twojego stroju! Podobają Ci się moje paznokcie? Rachel bardzo się postarała! - i takie tam pierdoły.
-Spokojnie! Będę o wszystkim pamiętać..

*

-OK, to w takim razie widzimy się na przyjęciu Weronik! - powiedziała Margaret - Tylko się nie spóźnij!
-Będę na czas - zapewniłam i odwróciłam się na pięcie.

Całą drogę powrotną byłam myślami gdzie indziej. Zastanawiałam się jaka będzie ta impreza. W końcu to moje.. 21 urodziny. Jak ten czas szybko leci.. Jeszcze zaledwie niedawno byłam głupiutką smarkulą, nie mającą NIC. A teraz? Jestem szefową wydziału psychologicznego w jednej, znanej gazecie dla nastolatek. Cieszę się, że mogę pomóc niektórym jeszcze mało wiedzącym o życiu dziewczynom.
Zarabiam w redakcji też trochę kasy więc mogłam sobie pozwolić na wynajęcie apartamentu w centrum. Czuję iż życie powoli mi się układa. Zaczynam małymi kroczkami, ale ko wie.. może kiedyś znajdę swoje prawdziwe szczęście, którym jest miłość? Na razie żyję samotnie i dobrze mi z tym.

*

Zanurzyłam się w gorącej wodzie, wcześniej 'doprawionej' różanym płynem do ciała. Zamknęłam leniwie oczy i oddałam się rozkoszy ulatniających się ze mnie nerwów. Po jakiś niespełna 15-20 minutach musiałam zakończyć swą przyjemność.

Wytarłam się dokładnie czerwonym ręcznikiem. Ubrałam ten zestaw i umalowałam się.
Efekt końcowy był zniewalający. A moja skromność rosła z każdym dniem!

*

Miałam 10 minut drogi do budynku, w którym organizowana była moja impreza. Wyszłam trochę późno więc musiałam się śpieszyć. Wszystkie taksówki były zajęte, więc niestety musiałam dreptać na nogach.
Właśnie poprawiałam bransoletkę na ręku, gdy zbiłam się z kimś większym ode mnie. Wylądowałam na tyłku. Byłam wściekła!
Nie patrząc na tego kretyna chwyciłam jego dłoń, by wstać. Dopiero potem spojrzałam na niego.
Zamarłam...
-Zmieniłaś się - zabrzmiał jego zachrypnięty głos. W tej sekundzie - moje życie obróciło się do góry nogami.

_________________________________________
Jak myślicie któż to jest? ;>
Przepraszam was bardzo, że tak długo musieliście czekać, ale nie miałam internetu! Coś się spieprzyło i przez 2 tygodnie nie mogłam nic zrobić..
Mam nadzieję, że mi wybaczycie i, że spodoba wam się rozdział. W końcu.. wreszcie coś wesołego, nie? :))
Weronika jest przecież szczęśliwa! Do czasu...
29.09.2013 o godz. 15:20
-Kocham was bardzo mocno - przełknęłam gulę, która towarzyszyła mi od wejścia na lotnisko - będę strasznie tęsknić!
Ponownie przytuliłam moją mamę i tatę. Czułam nadchodzące łzy, nie chciałam jednak pozwolić na ich wylew. Jeszcze tylko tego brakowało, żebym postawiła pierwszy krok w nowym mieście wyglądając jak potwór!
-My też - uśmiechnęła się przez łzy, widziałam jak próbowała je powstrzymać przed kolejnym wypadem na zewnątrz - my też.. - powtórzyła.
Tato tylko się uśmiechnął. Zawsze jako jedyny starał się zachować powagę. Kochałam go tak mocno! Z resztą mamę też.
PASAŻEROWIE LOTU NR 234 Z POLSKI DO NOWEGO JORKU, PROSZENI SĄ O PODEJŚCIE DO WYZNACZONYCH MIEJSC.

-No.. już czas córeczko - powiedziała chicho mama - bądź ostrożna i uważaj na siebie kochanie!
Znów ją przytuliłam, ostatni raz na jakiś czas. Potem przyszła pora na tatę. Skinął do mnie głową na znak, że kocha mnie i jest ze mnie dumny. Objęłam go równo mocno jak mamę i wylałam z siebie tym samym pół żalu.
-Do zobaczenia! - krzyknęłam na odchodne i chwytając wcześniej rączkę sporej walizki, ruszyłam do celu.

*

-Proszę kolejno wchodzić - poleciła stewardesa.
Odwróciłam się do tyłu by jeszcze raz spojrzeć na ten obraz. Niestety byłam jedną z pierwszych i już po chwili ponaglała mnie osoba za mną. Posłusznie skierowałam się w stronę mojego nowego życia?..

*

Podpięłam słuchawki do telefonu i zapuściłam pewien kawałek. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w słowa. Po jakiś 10 minutach poczułam wibrację. Oznaczało to, że wylatujemy. Otworzyłam pośpiesznie oczy i przyglądałam się wszystkiemu.
Wszystkiemu co dotąd było moim rodzinnym domem. Mojej ojczyźnie, z którą tyle mnie wiązało! Byliśmy coraz wyżej,a w moich oczach coraz więcej słonej substancji. Nic już nie mogłam zrobić jak tylko czekać. Czekać na dobre dni i nowy dom. Nowych ludzi, przyjaciół.. no i może coś jeszcze..
Kap..
Zaczęło się od jednej, małej łezki. Po niej poleciało już całe mnóstwo. Pasażerowie obok mnie, przyglądali mi się dziwnie. Nie zwracałam na to uwagi.
Po chwili z mojego pola widzenia zniknęły krajobrazy Polski.. zniknęły moje wspomnienia. Te dobre i złe.
Zapragnęłam szczęścia, którego tu mi zabrakło. Ponownie zamknęłam oczy i zagłębiłam się w piosence, dość smutnej piosence, takiej jaki był mój nastrój.

*

PIĘĆ MIESIĘCY PÓŹNIEJ...
10.09.2013 o godz. 20:38
-Czy to prawda, że to Ty zerwałaś z Bieberem?! - krzyczał jeden z kilkunastu paparazzi pod moim domem. Nie dawali mi żyć od jakiś 2 tygodni. Koszmar.
Co tylko wyjdę poza mury domu od razu się na mnie rzucają. Jak psy na kości..
Mam tego serdecznie dość! Z resztą.. ja i tak nie mam już tu znajomych. Wszyscy się mnie wyparli.. przez MARTYNĘ. A Magda?
Sama nie wiem.. trochę mnie wtedy poniosło. Ale ona też już ze mną nie gada. Dla wszystkich jestem NIKIM. Przykre.
Tęsknie za nią. Za nimi. Martyną.. i Madzią. Dlaczego mnie opuściły?
-Dajcie mi spokój do jasnej cholery! - na wspomnienie o Jusie, jedna, słona łza popłynęła po moim policzku.
Znowu te flesze. Czuję się jak jakaś gwiazda. Co wcale mi nie pasuję! Ja chcę do tamtego życia, w którym miałam wszystko.. przyjaciółkę, miłość, znajomych, spokojne życie. Bez żadnych urozmaiceń! Czy to tak dużo?
Założyłam kaptur na głowę i poszłam dalej. Ignorowałam ciągłe krzyki za sobą typu: podziel się z nami tą tajemnicą! albo kto zerwał? jak to było być z taką gwiazdą?!
Kim on niby jest? Pff... mógł mnie ostrzec, że tak będzie gdy postanowię z nim być.., a potem zerwać.
Jejku trochę prywatności!
Szłam przed siebie. Krzyki powoli cichły. Bałam się, że zaraz, któryś wyskoczy zza krzaka i zacznie się od początku.
Co ich to obchodzi? Niech lepiej martwią się sobą!
W oddali zobaczyłam wymarzonego przed kilkoma chwilami Starbucksa. Tam będę mogła się schronić przed natrętami!
Jedyne alejest takie, z kim ja mam pić tą kawę?
Brak chętnych.. No nic. Jakoś sobie poradzę!
Chwyciłam za klamkę i pociągnęłam ją w dół. Bariera dzieląca mnie od Świętego spokoju otworzyła się. Ze szczerą ulgą weszłam do środka. Tak jak zawsze dobił do mnie piękny aromat kawy i różnych słodkości. Tego było mi trzeba!
Poszukałam wzrokiem wolnego stolika. Nadzwyczaj było dzisiaj dużo wolnych. Skierowałam się do kasy. Tam zamówiłam Karmelowe Latte z podwójną bitą śmietaną i czekoladą. Nawet nie chcę myśleć ile w tym jest kalorii! Ale cóż się nie robi dla tak dobrej kawy? Do tego sernik z gałką loda waniliowego. Po jakiś niespełna 2-3 minutach dostałam swoje zamówienie. Oblizałam usta i poszłam z nim do jednego z wolnych stolików. Usiadłam wygodnie i chwyciłam kubek z gorąca kawą w dłoń. Upiłam mały łyk z uwagi, że była bardzo ciepła. Smak pysznej latte z dodatkiem karmelu wylał mi się na kupki smakowe, które po chwili już rozkoszowały się nim razem ze mną. Chwyciłam mały, deserowy widelczyk i odcięłam nim kawałek ciasta. Włożyłam go do buzi i tym sposobem kilka minut później kończyłam mój deser.
Popijałam właśnie kawę gdy mój dzień, którego miałam spędzić miło zamienił się.. BARDZO.
Usłyszałam jak drzwi się otworzyły. Podniosłam zaciekawiona głowę. Ujrzałam ich.. To była Martyna, Joanna, Krzysiek, Wojtek, Izabela. Zauważyli mnie od razu. Marta uśmiechnęła się cwanie. Popatrzyła na mnie z góry i posłała reszcie porozumiewawcze spojrzenia. Wszyscy popatrzyli na mnie pogardliwie. Spuściłam głowę w dół, biorąc następnego łyka. Byłam znowu smutna. Dlaczego wszystko się ode mnie odwróciło? Wszystko i wszyscy. Jak na złość usiedli w sąsiednim stoliku. Iza, Krzysiek i Joanna poszli zamówić, a moja była przyjaciółka została przy stoliku chichocząc z Wojtkiem. Oni byli razem? Odkąd nie mam znajomych nie bardzo się orientuję co i jak. Co jest bynajmniej dziwne, bo przedtem zawsze wiedziałam o wszystkim pierwsza.
Usłyszałam sygnał przychodzącego sma'a dochodzący z mojej torebki. Wyjęłam szybo telefon i spojrzałam na ekran.
To był numer Martyny. Odczytałam wiadomość.
spadaj stąd wieśniaro. jesteś zbyt brzydka byś mogła być w tym samym pomieszczeniu co my. z pozdrowieniami :*

Spojrzałam na nią. Dlaczego ona tak mną gardziła? W mojej głowie plątały się różne, zbłąkane myśli. Czemu? Co się stało?
Postanowiłam, że tym razem nie będę taka głupia i nie dam jej wygrać. Wstałam pewna siebie. Podeszłam do jej stolika (wtedy odwaga trochę mnie opuściła..). Spojrzała na mnie krytycznym wzrokiem. Wzięłam długi oddech.
-Co ty masz do mnie? Nie rozumiem! Od przyjazdu tutaj, od mojego wypadku zachowujesz się jak nie ty! - zaczęłam, a słowa same leciały mi z ust - potem mnie unikałaś, a teraz co?! Może zanim już zupełnie zamienisz się w zwykłą sukę to powiesz mi co się stało pomiędzy mną a tobą do jasnej cholery!
Otworzyła szeroko suta w zaskoczeniu. Pewnie się nie spodziewała, że stać mnie na taki wyskok. Wojtek również nie krył zdziwienia. Widziałam jak Martyna próbuje coś z siebie wydusić.
-Chcesz wiedzieć?! Proszę bardzo - warknęła wściekle. Nie wiem.. może zwariowałam, ale słyszałam w jej głosie również nutkę smutku - zostawiłaś mnie tam! Samą na pastwę losu! Wiesz jak się czułam gdy przeczytałam tą twoją zasraną karteczkę?! - z trudem łapała oddech - poczułam się zraniona i osamotniona!
Jej oczy się zaszkliły. Podobnie jak moje. Miałam wyrzuty sumienia. Nie wiedziałam co powiedzieć? Czyli to jednak moja wina? Myślałam..
Nagle coś we mnie pękło. Nie chciałam, żeby Oni na to patrzyli. Wyszłam wiec szybkim krokiem z kawiarni, nie zostawiając po sobie słowa wyjaśnień...

*

Na szczęście pod domem nie było już tylu natrętów co wcześniej. Mogłam swobodnie przebiec do domu nie narażając się na kolejne zdjęcia. Tym razem wyglądałabym o wiele gorzej! Rozmazany tusz, zasmarkany nos, spuchnięte oczy.
Wbiegłam po schodach do swojego pokoju na poddaszu. Z trudem powstrzymywałam kolejne łzy.
A więc to jednak moja wina! To ja ją zraniłam.., ale mogło się to przecież wytłumaczyć! Nie od razu nastawiać wszystkich przeciwko mnie i hejtować. To było z jej strony nie w porządku.
Szczerze? Powoli miałam dość tego wszystkiego. Tego pieprzonego życia! Może ja powinnam zacząć wszystko od początku? Może życie daje mi znak o tym, że trzeba coś zmienić?
Otworzyłam szafę i wyrzuciłam z niej wszystkie moje ubrania. Wyciągnęłam spod łóżka wielką walizkę i zaczęłam wrzucać tam wszystko po kolei. Potem doszły kosmetyki, zdjęcia, ważne dla mnie rzeczy przypominające mi o tym miejscu i tp.
Z ledwością ją zamknęłam. Chwyciłam ją i zeszłam na dół. Tata oglądał TV, a mama prasowała. Wjechałam do salonu gdzie się znajdowali wraz z moim dodatkiem w postaci walizki.
Rodzice gdy zorientowali się, że tu jestem i zobaczyli to co ze sobą przyniosłam, spojrzeli na siebie zdziwieni.
-Co się dzieję dziecko! Dobrze się czujesz? - zawołała matka i chwyciła się za głowę.
-Wyjeżdżam - odpowiedziałam spokojnie. Tak jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie.
-Jak to? Gdzie?! - włączył się tata. Byli kompletnie oszołomieni. Zupełnie się tego nie spodziewali.
-Nie wiem.. może do Nowego Jorku? - odparłam w zamyśleniu - to chyba dobry pomysł, jak myślicie?
-Jak to!? Dlaczego?! Za co?! - zaatakowali mnie pytaniami.
-Po prostu.. potrzebuję czegoś nowego. Nie dam rady tu dłużej żyć jak na razie.
-No, ale to bardzo poważna decyzja! Nie podejmuj jej z dnia na dzień! Skąd wiesz, czy na prawdę tego chcesz? - spoważniała mama.
-Jestem tego pewna - tak na prawdę to nie.., ale coś mi mówi, że właśnie tego potrzebuję.
-A co z funduszami? Wiesz ile to kosztuję? Takie mieszkanie w BEZPIECZNEJ dzielnicy? - podkreśliła przed ostatnie słowo.
-Mam trochę.. jakieś 4 tysiące się znajdą..
-Czyś ty oszalała?! Za tyle to nawet klatki nie kupisz! - jak zwykle przesadzała.
-Maria.. spokojnie. Mogę jej załatwić tam coś. Mam kolegę, który zajmuję się nieruchomościami w NY. Poza tym.. jeśli tego potrzebuję, to nie możemy jej tu na siłę trzymać - uśmiechnął się do nas. Zawsze można na niego liczyć! Kochany tatuś.
-Eh.. no dobrze.. jeśli tak - spojrzała na mnie troskliwym wzrokiem - na pewno?
-Na 100 % !

_________________________________

Jak wam się podoba? Wiem, ze prawie miesiąc minął od ostatniego.., ale nie miałam kiedy. Albo mi się nie chciało, albo nie miałam weny :))
Przepraszam ;3
PISZCIE OPINIE! PROSZĘ <3
02.09.2013 o godz. 12:45
CZEŚĆ I CZOŁEM. <3
SERDECZNIE WAS ZAPRASZAM NA MOJEGO NOWEGO FAN PAGA! :3
LINK : https://www.facebook.com/BeliebersToNieFandomToRodzinaAMEN

MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ SPODOBA. :*
Tagi: FANPAGE
11.08.2013 o godz. 15:46
2 TYGODNIE PÓŹNIEJ:
Oczyma Justina:
-Dzień dobry, poproszę dzisiejszą gazetę - poprosiłem kasjerkę. Piękny dzień, na prawdę. Z każdym dniem zapominam coraz bardziej. No może to złe określenie.. nie od razy zapominam, jak odczulam się. Selena mi pomaga, jest jak mój anioł. Własny, prywatny, na wyłączność. Jesteśmy razem, chyba nam to odpowiada. Jestem szczęśliwy, ona wydaję się też. Czego chcieć więcej? być może Jej...
-Proszę - uśmiechnęła się do mnie po czym podała. Nie rozumiem dlaczego one wszystkie myślą, że mają u mnie szanse? Nie to, bym był jakiś wredny, czy tez wybredny.. ale dobrze wiedzą iż jestem zajęty.
-Dziękuję - odparłem szybko i pognałem z powrotem.

Seleny nadal nie było w domu. Pojechała na jakieś tam zakupy, takie kobiece przebieranki. Haha.
Usiadłem wygodnie na skórzanej kanapie obok zrobionej przed tym kawy. Upiłem łyk, po czym spojrzałem na zakup.
Zamarłem..
Czuły i opiekuńczy, czy może nadęty, pewny siebie zimny niczym lód kobieciarz? Kim tak na prawdę jest sławny nastolatek - Justin Bieber? (patrz. str. 13 )
Co to ma być?! Szybko przewinąłem kartki na na daną stronę.

Nasi szpiedzy doniośli mi iż ostatnio zauważono razem Selene Gomez oraz Justina Biebera! Robi się gorąco, biorąc pod uwagę to, że jeszcze niedawno widziano go z pewną piękną damą w Los Angeles. Czyżby nasz drogi bożyszcz zmieniał kobiety jak rękawiczki? Która będzie następna? Nieładnie panie Bieber, nieładnie. Już niedługo więcej hot'ów na temat naszego ulubieńca.
Wasza kochana redaktorka - Jennifer.


CO?! Ten szmatławiec piszę same bzdury! Jeśli jest niby taki wiarygodny, czemu nie wspomnieli, że ta 'pewna piękna dama' go rzuciła? Potraktowała jak psa? NIC NIE WSPOMNIELI!
Rzuciłem gazetą o ścianę, przy okazji rozbijając nią jeden z obrazów. Stłuczone szkło leżało bezradnie. Prawie tak bezradnie jak ja. Potłuczony w środku.. Spadam.

PODKŁAD.

Odnajdź mnie tutaj, mów do mnie.
Chcę czuć, że jesteś, pragnę cię usłyszeć.
Jesteś światłem, które prowadzi mnie do miejsca,
Gdzie znów odnajdę ukojenie.

Podszedłem do szafki z alkoholami. Wyciągnąłem wódkę i szklankę. Nawet nie obchodziło mnie wtedy w czym piję. NIC.
Jesteś siłą, która sprawia, że wciąż idę.
Jesteś nadzieją, która sprawia, że wciąż ufam.
Jesteś życiem dla mojej duszy.
Jesteś moim celem.
Jesteś wszystkim.

Nalałem do pełna. Jednym duszkiem wypiłem wszystko. Nauczyłem się kryć smutki w procentach. Jakoś tak wyszło.. Sel mówi, że to zły nawyk. Ale co ona wie? Najwyraźniej za mało.
Więc jak mógłbym stać obok ciebie
I nie być poruszonym?
Powiedz mi, czy istnieje coś lepszego niż to.

Ta cholerna gazeta nie ma racji! Ona nie ma pojęcia co tak na prawdę się stało! Nikt nie wie. No prawie.
Uciszasz burze i dajesz mi wytchnienie,
Trzymasz mnie w swoich dłoniach,
Nie pozwolisz mi upaść.
Kradniesz moje serce i zapierasz mi dech w piersiach,
Czy pociągniesz mnie teraz za sobą głębiej?

Tak się zastanawiam.. czy ona jeszcze w ogóle o mnie myśli? Czy może zupełnie zapomniała i jest teraz szczęśliwa z innym (czyt. z Cody'm)..
Ponieważ jesteś wszystkim, czego pragnę,
Wszystkim, czego potrzebuję...



Oczyma Weroniki:
-Zobaczysz, da się zamaskować te blizny - pocieszała mnie Magda. Jak widać ona okazała się prawdziwą kumpelą. Znam ją ze szkoły, z klasy dokładniej. Po moim wypadku jedynie ona postanowiła mnie odwiedzić w domu, spytać jak się czuję i takie inne pierdoły. Jednak ceniłam sobie bardzo te duperele. Potem bardzo się zaprzyjaźniłyśmy i odwiedzała mnie codziennie. Jest moją przyjaciółką.
Nadal nie mam pojęcia co z Martyną. Nie mogę się do niej dodzwonić. Nie wpuszcza mnie do siebie do domu. Ignoruję mnie. Z tego co wiem również mnie nienawidzi i przyjaźni się teraz z Joanną. Prawdziwą suką. Nie do wiary! Przecież przedtem nienawidziła jej podobnie jak ja. Ona z resztą odwzajemniała nasze uczucia.
-Tylko mnie pocieszasz - odparłam uśmiechając się przez smutek.
-No co ty. Nie wierzysz w moje umiejętności artystyczne?
Wybuchnęłyśmy śmiechem.
-No dobrze. Rób więc co do Ciebie należy - zachichotałam.
Usiadłam swobodnie na krzesełku podczas gdy Madzia zajęła się tworzeniem mojej maski. Hehe.
Po jakiś 30 minutach odezwała się ponownie:
-Gotowe! Voila!
Spojrzałam w moje odbicie. WOW. Po odrażających bliznach nie było śladu! Poza tym pięknie podkreśliła moje rysy.
-Wow! Jak to zrobiłaś? - pisnęłam - jesteś cudowna! Kocham Cię!
-To nic takiego. Nauczę Cię. Też Cię kocham - przytuliła mnie. Odwzajemniłam uścisk.
-Słuchaj.. jest taka sprawa.. - zaczęła nie pewnie.
-Mów, śmiało
-Chodzi o to.. czytałam nową gazetę..
-Co w niej tak ciekawego?
-Przepraszam, ale czuję się zobowiązana.. tak więc On ma nową..

PODKŁAD.

Poczułam uścisk w żołądku oraz napływające łzy.
-O co Ci chodzi..? Kto...? - zapytałam łamiącym się głosem, choć dobrze wiedziałam o kogo chodzi. O Niego.
-Kochanie.. wiem, że wiesz - przytuliła mnie ponownie - nawet nie wiesz jak mi przykro.. ale pamiętaj, że masz mnie.
-Po co mi to mówisz?! - wybuchłam niespodziewania, wyrywając się z uścisku - taka z Ciebie przyjaciółka?! Jesteś fałszywa! Chcesz, bym znów popadła w depresję?! Czyli taki jest twój zamiar! Zapewne też skumałaś się z Martyną! Nie! Wiem! Wy to razem uknułyście! Dziwki!
Byłam tak zła. Nie panowałam nad sobą.
Gdy skończyłam w końcu na nią spojrzałam. Jej oczy się zaszkliły. Patrzyła na mnie oszołomiona.
-Nie.. to nie tak! Wera.. proszę Cię, uspokój się.
Przetarła dłonią oczy. W nic już nie wierzyłam. Byłam załamana.. pogubiłam się.
-Nie chcę Cię słuchać! - krzyknęłam - wynoś się stąd! Rozumiesz?! Nie chcę Cie widzieć! Wracaj do tej pokraki Marty! Nie dam wam tej satysfakcji. Nie poddam się już więcej! KUMASZ?!
Splunęłam na dywan obok niej. Nawet na nią nie spojrzałam. Moja wściekłość i duma wzięły górę.
Usłyszałam tylko szybkie stukanie jej obcasów, a potem trzask głównych drzwi.

-Kochanie? - usłyszałam zza zamkniętych drzwi mojego pokoju - co się stało?
To była moja matka. Nie miałam ochoty jej słuchać, ani się tłumaczyć. Moje życie.
Podeszłam do wieży grającej i włożyłam do niej płytę Metaliki.
Pogłośniłam na full i rzuciłam się na łóżko. Teraz już nikt mnie nie usłyszy. Nikomu już nie dam satysfakcji z moich łez. Nikt się nie dowie. Chyba.
Po chwili byłam już cała w łzach, a po moim pięknym makijażu zostało jedno, wielkie GÓWNO.

_______________________________________
Jest i 22 rozdział :*
Mam nadzieję, że się podoba. Smutny trochę, co? :c
Z resztą teraz wszystkie są takie, c'nie?

PROSZĘ JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ/AŚ TO SKOMENTUJ! TO DLA MNIE DUŻO ZNACZY, NA PRAWDĘ. Z GÓRY DZIĘKUJĘ.
Tagi: SMUTNO. :C
08.08.2013 o godz. 22:27
Muzyka: http://www.youtube.com/watch?v=W8zwH_NoULQ

Oczyma Justina:

-Justin! Przestań! - krzyknęła z irytacją w głosie.
-Daj mi spokój.. - odparłem bez emocji, nawet na nią nie zerkając.
W mojej ręce nadal tkwiły białe, małe koła. Bez zastanowienia przyłożyłem je do ust i połknąłem, oczywiście wiedząc, że po tym Selena będzie mi wiercić dziurę w brzuchu.
-O nie! Nie będę patrzeć jak się staczasz przez jakąś dziwkę!
-Zamknij się! Nie waż się tak o niej mówić! - ryknąłem. W końcu na nią spojrzałem. Jej twarz wyrażała strach, smutek i szok. Musiałem ją przerazić.. Wszystko psuję! Najpierw mój związek teraz moją przyjaźń.. Nie mogę.
-Sel.. przepraszam Cię - powiedziałem cicho, podnosząc jej podbródek tak by spojrzała mi w oczy. Wtedy zobaczyłem, że się zaszkliły - proszę Cię nie płacz.. to wszystko już po prostu mnie dobija. Nie wiem jak mam teraz żyć, tęsknie za nią..
Podniosła na mnie wzrok, w którym kipiała irytacja.
-Ogarnij się Bieber! Nie rozumiesz? Ona Cię NIE c h c e ! Nie obchodzą ją twoje uczucia, wybrała innego, następną zabawkę - krzyknęła mi w twarz. Poczułem się wtedy jak by dała mi w gębę. Najgorsze było to, że najprawdopodobniej ma rację...
Usiadłem bezradnie na podłodze, daleko od wszystkiego. Smutku, złości, bezradności..
Myślę o Tobie i jakoś nie mogę przestać
cały mój świat w Twojej osobie się streszczał.

W głowię dudniły mi różne myśli, nie dawały spokoju.
Każde niepotrzebne słowo do dzisiaj przeklinam
to smutne na co dzień człowiek się zapomina.

Nie potrafiłem się przyznać przed sobą, że to już koniec.
Nie pożegnałaś się... chciałaś uniknąć łez.
Nie.. ona próbowała ode mnie uciec. Udało jej się. Niestety.

Oczyma Weroniki:
Skroń pulsowała mi od bólu, ja już nawet przyzwyczaiłam się do tego całego bólu. Wiem.. przykre.
Znowu o Nim myślałam. Sądziłam iż dam radę odbiec od tego gówna, ale to jest silniejsze. Cały czas się zastanawiam, czy na pewno dobrze zrobiłam? Tego nie będę widzieć NIGDY. Co się stało to się nie odstanie..
Ja wiem, że lepiej byłoby nie czuć nic, albo cofnąć czas
Tak.. tylko, czy to by coś zmieniło?
Nie chce z tym tak żyć widocznie tak być musi
Nigdy, nigdy, nigdy już nie wróci.. !



Oczyma Justina:
Nie mam już Ciebie nie mam największa strata.
Nienawidzę za to siebie życia i całego świata.

Dlaczego to tak boli? Może nie mogę przyjąć tego, że ona nie jest już moja i zapewne już nie będzie.
Pamiętam jak się uśmiechałaś, jak zasypiałaś
delikatną grę mięśni Twojego ciała.

Nie mogę zapomnieć.
Bezpowrotna przeszłość dlatego mnie smuci.
To wszystko minęło nigdy już nie wróci !

I to na tyle.. To już koniec.
Muszę się pozbierać. Mam fanów, rodzinę, którzy mnie potrzebują. Tak jak ona potrzebowała kiedyś mnie...
Justin! Otrząśnij się! Zapomnij i idź dalej.
-Justin.. przepraszam, że tak na Ciebie naskoczyłam. Pewnie się myliłam.. - odezwała się po długiej ciszy.
-Nie, nie. Miałaś, masz rację. Nic dla niej już nie znaczę, więc i ona dla mnie też - wymusiłem na sobie uśmiech.
-Skarbie możesz na mnie liczyć. Zawsze będę Ci pomagała bo jesteśmy przyjaciółmi, tak? - zapytała czule.
Może trzeba postawić kres tej przyjaźni? Ona już zbyt dużo dla mnie zrobiła. A jeśli to ta Jedyna?
Podszedłem do niej powoli. Delikatnie pogłaskałem policzek i musnąłem usta. Od razu po tym odchyliłem się lekko, by sprawdzić czy mogę. Miała zamknięte oczy i wyczekiwała więcej. Więc to była zgoda.


Oczyma Weroniki:
-Kochanie! Nie uwierzysz! - wparowała do pokoju mama - rozmawiałam z twoim lekarzem i on powiedział, że chyba będziesz mogła wyjść już jutro!
Byłam oszołomiona i szczęśliwa zarazem. To świetnie! W końcu znowu będę mogła mieszkać w domu. Spać w moim kochanym pokoju, na najlepszym łóżku.
-Na prawdę? - pisnęłam w odpowiedzi.
-Yhym! Przyjadę tu jutro by zavrać Ciebie i twoje rzeczy. Dobrze? - zapytała z matczyną troską.
-Jasne - uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Wreszcie jakaś dobra wiadomość - mamo..
-Tak kochanie?
-Czy mogłabyś poprosić Martynę, by mnie jeszcze dziś odwiedziła tu?
Mama wyglądała na nieco poddenerwowaną. Nie wiem czemu zaczęła się dziwnie zachowywać.
-Żabciu.. tak jakby musicie sobie pozałatwiać p e w n e sprawy.. - w jej głosie słychać było stres. Ale on jakie sprawy mogło jej chodzić? Coś się stało..?
-Mamo o co chodzi?
Nastąpiła chwila niezręcznej ciszy. Widać było jak się nad czymś zastanawia i obawia. Tyle, że o co?
-Nie wiem jak to powiedzieć.., ale Martyna już nie jest twoją przyjaciółką.


___________________
Jest.. ;/
Trochę dłuższy od poprzednich.. troszkę. :)
Martwi mnie to, że jest coraz to mniej komentarzy ;<
Najwidoczniej już nikomu się to nie podoba... Przepraszam. ;c
Ale nadal będę pisać. Tak jak już wspomniałam, choćby dla siebie.
Żegnam :) Miłego czytania.

P.S : Następny rozdział pojawi się za ok. tydzień ponieważ nie będzie mnie. ;3
01.08.2013 o godz. 20:09
Muzyka : http://www.youtube.com/watch?v=8vkDbXUL3WE


Oczyma Weroniki:
-Ile?! ...- wrzasnęłam. Byłam kompletnie zdekoncentrowana, że niby ja 'przespałam' tu 1 miesiąc?! To jest niemożliwe... Jednak patrząc na moje obrażenia wcale mnie to nie dziwiło. Ogółem rzecz biorąc cudem było to, że przeżyłam, że się obudziłam. Mogę więc jedynie dziękować Bogu, iż miał mnie w opiece i postanowił nie odbierać mi życia. Tylko, czy tak już miało być, czy On zaplanował to wcześniej? Może mam jeszcze swoją rolę w tym 'filmie'.
Ah, teraz dopiero zauważyłam jak potwornie boli mnie głowa. Nie powinnam tak intensywnie myśleć, muszę odpoczywać. MUSZĘ, ale to da mnie szok, to WSZYSTKO... nie potrafię tego wszystkiego pojąć i przyjąć do wiadomości.
-Kochanie, byłaś, jesteś w naprawdę poważnym stanie. To cud, że żyjesz aniele!- odparła ze stoickim spokojem moja rodzicielka, choć widziałam, że pewnie gdybym była w lepszym stanie rzuciła by się na mnie i obsypała czułymi uściskami i tp.- to dar od Pana! Nasze modlitwy podziałały.
-Ah.. to wspaniale, wiele dla mnie znaczy wasza miłość. Tęskniłam. - wymusiłam uśmiech, choć nie wiem, czy nie wyszedł z tego bardziej grymas - mamo.. a Martyna?
-Skarbie, nie bój się o nią. To ty masz odpoczywać!
No tak, znowu zapomniałam, rozwala mi łeb od środka.. muszę odpoczywać. KROPKA.
-Będziesz miała coś przeciwko, bym się teraz na chwilkę zdrzemnęła? - zapytałam, próbując nie zdradzać mojego bólu.
-Ah, jasne kochanie! Przepraszam, moja wina. Ja ci tu zawracam dupę, a ty zapewne pragniesz sobie odpocząć - wystrzeliła - to ja już pójdę, jak byś czego potrzebowała to masz w szafeczce nowy telefon i jakieś smakołyki też się znajdą - rzekła w pośpiechu i pożegnała mnie najdelikatniejszym cmoknięciem w policzek - kocham cię, pa!
*
Przez ten potworny ból nie mogłam zasnąć, nawet zmrużyć oka. Przeklęty los! Nie no, cofnij! To ten 'przeklęty los', oraz Pan Bóg mnie ocalił. Tak więc w zamian muszę trochę pocierpieć. Gdzie tu logika?
Tak więc przez ten czas mogłam 'spokojnie' sobie wszystko ogarnąć.
Wiedziałam kogo to wina. JEGO! Przez tego dupka tu leżałam, a ciało przeszywał ogromny ból. Gdyby wtedy mnie nie uderzył... gdybym wtedy się nie naćpała.. NIE! To przecież on mnie uderzył, nie ja. Dobra może trochę wypieram z tego swoją winę, ale w większości to jego. Pewnie nawet się nie przejął- tym, że jego zabawka wakacyjna leży w szpitalu pod kroplówką, nieprzytomna. Czego się mogłam spodziewać? Może marzyłam żeby choć troszkę się mną przejął? Kiedyś myślałam - jednak 'coś' dla niego znaczę! Pobierzemy się i zrobimy sobie trójkę wesołych dzieciaków i zamieszkamy na farmie. Kurwa, naiwna byłam.
AŁ! Znowu ten atak potwornego bólu.. Nie, nie będę teraz o tym myśleć, o tym koszmarnym błędzie! Zapomnę, przynajmniej na chwilę.. muszę.
Przecież to nie ja powinnam się zamartwiać. To on wszystko spieprzył.. czyż nie? Mam rację?...

________
YEEEEY! Napisałam dość długi, nie? :)
Podoba wam się? Długo nad tym wszystkim myślałam i już wiem, w którą stronę pójdę z tym opowiadaniem. ;>>
Weronika nie straciła pamięci i się obudziła. Choć miało być inaczej :DD
;3 Dla was. ;*
Tagi: SZPITAL
30.07.2013 o godz. 12:37
1 TYDZIEŃ PÓŹNIEJ, 1 MIESIĄC OD WYPADKU.

Dzisiaj musiałem się trochę spóźnić do szpitala, ponieważ miałem sprawy do pozałatwiania na mieście. Niestety to wszystko się trochę przedłużyło.. oraz zaważyło nad moim <naszym> związkiem. KURWA!

2 GODZINY WSTECZ.

Podczas pobytu na mieście, kilka fanek mnie zaatakowało. Oczywiste było więc to, że przez rozdawanie zbędnych autografów, oraz cykanie zdjęć pamiątkowych musiałem się trochę spóźnić do mojej wciąż 'śpiącej' ukochanej.
Wyjechałem swoim Ferrari z parkingu,na którym zostawiłem moją brykę i pognałem do Weroniki. Stanąłem na swoim miejscu pod szpitalem i skierowałem się do wejścia. Przywitałem się ze znajomymi już pielęgniarkami i ruszyłem na 2 piętro - do jej 'pokoju'.
Gdy stanąłem przed danym pomieszczeniem, banan zeszedł mi z twarzy.. Przez szklane drzwi zobaczyłem obraz, który na zawsze zmienił moje życie.
Weronikę - obudzoną, oraz.. Cody'ego siedzącego naprzeciw niej z kwiatami w ręku, śmiejących się do siebie.

CZAS TERAŹNIEJSZY.
Mój świat legł w gruzach! Najwidoczniej ona kompletnie mnie znienawidziła za o co się stało, jeszcze w L.A! I wróciła do Cody'ego... KURWA MAĆ!
Losie!!! Przecież wiesz jak ją kocham! Dlaczego mi to odebrałeś?!
Chwyciłem za telefon i wykręciłem numer.
-Ryan, załatw mi bilet na najbliższy lot do L.A! MIGIEM.

__________________________
Kurde :C wiem, że piszę okropnie. Ten rozdział nie podoba mi się wcale.. krótki i bezsensowny. EH...
Z resztą wy też już tego nie czytacie,.. ;<
Ale postaram się to dokończyć. Dotrwam do końca, choćbym miała pisać to wyłącznie dla siebie! ;/

PRZECZYTAŁEŚ? = ZOSTAW KOMENTARZ! ;*
Tagi: ....
12.07.2013 o godz. 12:14
http://www.youtube.com/watch?v=k9AKgvEWqd4 (muzyka)

Minęły już 3 tygodnie od tragicznego wypadku Weroniki. Wciąż nie mogę uwierzyć, że to stało się na prawdę. Cały czas mam nadzieję, że może jednak to mój sen? Cholerny koszmar?!
Nic na to nie wskazuję. Życie tętni już normalnie, przynajmniej innym. Ja nie mogę się pozbierać po 'utracie' swojej ukochanej. Nie śpię już normalnie, muszę zażywać mocne proszki nasenne, by zmrużyć oko przynajmniej na chwilę. Wyglądam jak ostatni debil - podkrążone oczy, całe zresztą spuchnięte od płaczu. Nie mogę się z tym pogodzić, przecież to moja wina! Pewnie pomyślicie: Znaliście się zaledwie miesiąc, a byliście ze sobą od tygodnia! Uważasz to za coś poważnego? Powalony!
Może w pewnym sensie macie racje.. wszystko za szybko się potoczyło. Ale cóż, ja na prawdę ją kocham!
Tak, mówię w formie teraźniejszej. To skomplikowane..
Ona jest w śpiączce. Jako jedyna przeżyła - TO JEDYNA DOBRA WIADOMOŚĆ...
Jest w bardzo, bardzo ciężkim stanie. Lekarze nie wiedzą kiedy może się przebudzić. Możliwe, że to nigdy nie nastąpi.. a to wszystko przez mój zasrany błąd! Gdyby nie ja, nadal cieszyła by się życiem. Zdawała by egzaminy, maturę, znalazła by wspaniałą pracę, wyszła za kogoś odpowiedzialnego i opiekuńczego (czyt. mnie), urodziła by trójkę dzieci i zamieszkała na spokojnej farmie, gdzie spędziłaby resztę swojego szczęśliwego życia!
Martyna wpadła w depresję, wylądowała w 'wariatkowie'. Jej rodzice przychodzą tu bardzo często. Widać martwią się o nią, i dobrze.
Na jakiś czas przeprowadziłem się do Polski, bym mógł szybko docierać do Wery. Ulokowałem się gdzieś kilka przecznic od szpitala. Codziennie zaglądam do Weroniki, opiekuję się nią, czuwam nad nią, martwię się. Wylewam z siebie coraz więcej łez, jednak mi ich nie brakuję.
Kurwa, jak ja bym chciał znów zobaczyć jej uśmiechniętą, promienną twarzyczkę! Tę radość i iskierki, które zawsze pojawiały się w jej oczkach gdy się cieszyła! Jej uroczy śmiech, pocałunki, pieszczoty! Boże, czemu mi ją odebrałeś? Czy to znak, że lepiej by było dla niej gdybym ja zniknął, z jej życia?.. O to chodzi?!
NIGDY! Me serce nie wytrzymało by jej odejścia... To za trudne.. Może kiedyś, jeśli kiedykolwiek się obudzi, wybaczy mi? Może z powrotem będzie chciała ze mną ułożyć swoje życie? Kurwa, co mam zrobić?! KOCHAM JĄ!

Tak bardzo chciałbym, żeby jutro mogło się to zmienić
Żebym mógł dać Ci, to co chcę Ci dawać i dostać to od Ciebie
Tak bardzo chciałem dzisiaj Ci powiedzieć, że
Mówię Ci co chcesz usłyszeć i mówię to dla Ciebie
Tak mocno chciałem Twoich oczu, Twojej skóry
Tak bardzo chciałem Twoich dłoni, tak mocno czułem to
Tak bardzo chciałem obok być, nie myśląc ile to kosztuje
Tak mocno czułem to, tak bardzo byłaś mi potrzebna
Tak bardzo chciałem być potrzebny Ci,
Niezbędny tak jak Ty mi do dziś
Tak bardzo byłaś jedna, jak nigdy, nigdy nikt
Tak bardzo mocno chciałem z Tobą żyć
Tak mocno byłem pewny, czekałem kiedy powiesz mi
Że jesteś dla mnie, jesteś ze mną, że ja i Ty
To coś, co jest na pewno, że jest naprawdę
Że to co było między nami wciąż jest i wciąż jest ważne i…

Nie ma Cię gdy moje życie spada w dół i
Nie ma Cię gdy wszystko łamie się na pół i
Nie ma Cię i nie wiem już gdzie jesteś, ale dobrze,
Że nie wiesz co u mnie, bo pękło by Ci serce*


Pozostaję mi teraz tylko czekać i się modlić.
__________________

JEST! Dzięki za komy, trochę wymuszone.. :c
Mam wrażenie, że już wam się nie podoba to co piszę. Proszę, piszcie mi SZCZERE opinie w komach... :< Postaram się to zmienić! ;/
Jak wam się podoba rozdział? Nudny... wiem. Chciałam wam tylko przedstawić jego/ich sytuację. ;)
Mam nadzieję, że jednak nie wszyscy odeszli i, że ktoś to może jednak czyta bez przymusu. ...c:
Żegnam!
10 KOMÓW = 19 ROZDZIAŁ! ;*
Tagi: Smutnoo..
24.06.2013 o godz. 19:03

Zapraszam na bloga z opowiadaniem mojej koleżanki. :*
Dopiero go zaczęła, również jest o JB. ;3

http://dwa-rozne-swiaty.blog.pl/
Tagi: zapraszam!
18.06.2013 o godz. 13:49
Dzisiaj, o 2:46 w nocy, rozbił się samolot lecący do Polski. Lot 906. Nie wiadomo czy ktoś przeżył.

Znowu jakiś wypadek? Żal ludzi, tych wszystkich niewinnych ludzi. Przecież oni pragną tylko znaleźć się z powrotem w swojej ojczyźnie itp. Czyż nie?
Z resztą.. taka kolej rzeczy. Najwidoczniej tak już miało być. Czasami zastanawiam się, czy Ktoś tam na Górze, już napisał nam scenariusz. Jeśli tak to, czy my jesteśmy aktorami? Aktorami własnego życia? Skomplikowane to wszystko...
Trochę odbiegłem od tematu.
Ciekawe co tam u Wery? Czy ma się dobrze? Nadal się na mnie złości?..
Dręczy mnie jedno pytanie. Czy ona ze mną zerwała?.. Mam nadzieję, że nie.
Nagle do mojego pokoju wpadła jakaś dziewczyna. Widać było po niej, że była przerażona i smutna.
Podkład.
W końcu dostrzegłem jej twarz, spod zakrywających ją rudych włosów. Ah.. już wiem. To była Martyna, ta przyjaciółka Weroniki. Tylko po co tu ona?..
-Justin... - wybuchła płaczem. NO O CO TU CHODZI?!
-Martyna? Co się dzieję..? - zapytałem z troską w głosie.
Była cała zapłakana. Podkrążone oczy, rumieńce na twarzy.
-Oglądałeś fakty?!
-Tak.. ty płaczesz z powodu tego wypadku?
-Tak! Czemu ty nie?!
-Nie rozumiem?..
-Ah.. ty nie wiesz.. - znowu ryknęła głośnym płaczem.
-O co chodzi!? - krzyknąłem zdezorientowany.
-W tym.. w t-t-tym.. samolocie....
-Co?!
-W tym samolocie.. leciała ... Weronika..
CO?! Jak to możliwe?!.. Co to oznacza?! To na pewno jakiś głupi żart!!!
-Niestety to prawda... - powiedziała po chwili ciszy.

_________
I'M SORRY.
Wiem, że krótki i wgl.
Ale serio nie mam teraz dużo czasu.. Rozumiecie.. :/
Z resztą.. było BARDZO mało komów na poprzednim.

10 KOMÓW = 18 ROZDZIAŁ.

Tyle, baj :*
Tagi: /
16.06.2013 o godz. 19:01
-Ok.. jestem gotowa. Już czas. - pomyślałam.
Chwyiłam rączkę od walizki i wyszłam.


Od mojej ucieczki minęło już pół godziny, a Justin nadal nie zadzwonił. Sprawdzałam co chwila telefon, by się upewnić, czy czasami nie wysłał też żadnego sms'a. Na marne. Może jemu wcale na mnie nie zależało? Pewnie tylko czekał, aż sama odejdę. Byłam tą nic nie znaczącą laską na jedną noc. Co ja sobie w ogóle wyobrażałam, że taki gwiazdor jak Justin Bieber, zainteresuję się normalną Polką?..
Z resztą po co ja się tym przejmuję? On już mnie nie obchodzi, zachowam go, jako wakacyjną przeszłość. Albo po prostu usunę z pamięci. Wychodząc z pokoju bałam się, że On tam będzie. Że będzie robił mi problemy, awantury i tp.
Jednak ku mojemu zdziwieniu, obyło się bez tego. Czyli moje przypuszczenia były trafne. Nic dla niego nie znaczyłam i nie znaczę. Wyszłam z hotelu spokojnie i wsiadłam do zamówionej wcześniej taksówki.
Wszystko odbyło się szybko, aż za szybko. Całą drogę na lotnisko, wymyślałam przeróżne scenariusze. Wyobrażałam sobie jak Justin za mną biegnie, przeprasza, wyznaję miłość i całuję namiętnie. Niczym rycerz na białym koniu..
-Należy się 30 dolarów. - wyrwał mnie z zamyśleń, głos kierowcy.
Wyjęłam z portfela następującą sumę i podałam.
Wysiadłam z samochodu i skierowałam się z walizką w ręku, do wielkiego budynku. Lotnisko, jak lotnisko. Chyba nie muszę opisywać, co nie?
W każdym razie, weszłam do środka.
-Dobry wieczór, jest może jakiś lot do Polski? - zapytałam jakąś babkę, która stała przy swoim stanowisku pracy.
-Witam Panią. Ah, tak! Za pół godziny odlatuję. Niestety nie ma już miejsc. Przykro mi.
-A gdybym dopłaciła?
-Możliwe, że w pierwszej klasie się jakieś znajdzie.
-To poproszę!

Już po kilku minutach miałam bilet w ręku. Pierwsza klasa, trochę drogo, ale jest. Ponownie sprawdziłam komórkę. ZERO WIADOMOŚCI I NIEODEBRANYCH POŁĄCZEŃ.
Pff.. i dobrze! Przynajmniej mnie nie nęka...
A może mi jednak zależy na tym, by jemu zależało? Nie! Wyrzuć to ze swoich myśli! Weronika opanuj się! To zwykły dupek. Kumasz? On na Ciebie nie zasługuję. Uwierz.
Ruszyłam więc pewnym i szybkim krokiem w stronę samolotu, który znajdował się za drzwiami przede mną.
Pchnęłam drzwi i weszłam.

Usadowiłam się wygodnie na swoim miejscu i poczekałam na start, który odbył się jakieś 15 minut później.
Samolot wzbił się do góry...

OCZYMA JUSTINA
Co ja zrobiłem? Uderzyłem ją! Co we mnie wstąpiło!?
Patrzyłem, jak ucieka. Ucieka przede mną... Jak bym był jakimś potworem, tyranem. To nie prawda! Przecież TO MI zależy! Nie zrobiłbym jej krzywdy.. a jednak.
Czemu za nią nie pobiegłem? Przecież ją kocham! Jakaś cząstka mnie, nie pozwalała mi się ruszyć. Krtań, jakby porwała struny głosowe, nie krzyknąłem. CHOĆ CHCIAŁEM!
Zniknęła za drzwiami, prowadzącymi do środka. Już nie cierpi? Bo nie ma mnie w pobliżu?.. Pewnie teraz odetchnie z ulgą. Kurwa! Co ja narobiłem!?
Ruszyłem przed siebie. Na taki spacer. Może jak wrócę, to będzie tak jak dawniej?... Muszę sobie wszystko przemyśleć. Poukładać ten gówniany mętlik w głowie.

Przez cały czas, myślałem o Niej. Jak bardzo musiałem ją zranić, tym uderzeniem. Nie pojmuję, jak mogłem do tego dopuścić? IDIOTA!
*
Gdy wróciłem od razu walnąłem się do łóżka. Byłem zbyt zmęczony na kolejne przemyślenia o moim idiotyzmie.
-Jutro wszystko się ułoży i wróci do normy. - pomyślałem zanim zapadłem w błogi sen.
*
Wstałem, była 9-ta rano. Moje myśli znów powędrowały do Weroniki. Pewnie szybko mi nie wybaczy, ale muszę spróbować.
Włączyłem plazmę, która wisiała na ścianie naprzeciwko mnie. Leciały akurat fakty.
Dzisiaj, o 2:46 w nocy, rozbił się samolot lecący do Polski. Lot 906. Nie wiadomo czy ktoś przeżył.
__________________
Jest i 16 rozdział! Jupii! W końcu znalazłam czas. :*
Jak wam się podoba?,..
Smutny..?
Dziękuje za miłe komentarze i wgl. ZA WSZYSTKO! <3
Kocham was. :3
CZYTASZ? = KOMENTUJESZ!

http://ask.fm/Belieberkano1
Zapraszam ;**
Tagi: Smutek...
08.06.2013 o godz. 20:35
Długo zastanawiałam się nad założeniem Aska tego bloga.
Postanowiłam, że tak będzie najlepiej. Często zadajecie mi dużo pytań o blogu i nie tylko.
Teraz w końcu możecie się dowiedzieć czegoś więcej.
Ask, założony.
http://ask.fm/Belieberkano1

Mam nadzieję, że wpadniecie i popytacie. Liczę też na lajki. :3
Tagi: Ask.fm
07.06.2013 o godz. 11:13
-Czy ty jesteś naćpana?!

-Ja?.. No co ty misiu. - zachichotałam.
Jego wyraz twarzy nie zdradzał nic dobrego, choć i tak trudno mi było się na czymkolwiek skupić.
-Ty jej to dałeś?! - warknął do Ryana.
Oj, oj. On krzyczy na Ryanka! Na moje kochanie! Co to, to nie!
-Nie krzycz na niego! Bo będziesz miał kłopoty. - zrobiłam groźną minę, po czym się roześmiałam.
Justin najwidoczniej mnie zignorował, bo kilka sekund później uderzył Ryana w twarz.
Jęknęłam. O mój Boże, moje biedactwo!
Zobaczyłam rozlew krwi, ciekła ciurkiem z jego nosa.
Czy ja w końcu przytomnieje? Powoli gwiazdki znikają.. Już nie jest kolorowo. Właśnie sobie uświadamiam co zrobiłam.. Ale czy nie jest już za późno? Po co mi to było?!
-Justin? .. Kochanie.. - ledwo zdołałam coś z siebie wydostać.
Spojrzał na mnie morderczym wzrokiem. Przeleciały mnie nie przyjemne dreszcze. Czy on mi wybaczy..?
-Nie spodziewałem się tego po tobie... - wziął powoli wdech. - Dzwoniłem do Ciebie, szukałem, martwiłem się. A ty co odpierdalasz?!
Zamurowało mnie. Tak wiem, to moja wina. Jednakże jestem kobietą i zasługuję na jakikolwiek szacunek!
-Wyobraź sobie, że ja też do Ciebie dzwoniłam! Ale Panu Bieberowi, wielkiej gwiazdce nie chciało się odebrać, lub przynajmniej oddzwonić. - prychnęłam, po czym splunęłam na trawę.
-Kurwa, nie prowokuj mnie!
-Haha, czyżbym uraziła twą męską dumę? Może mam Cię jeszcze przepraszać? Co?!
Nim się obejrzałam, poczułam uderzenie w twarz. Ałć!
Otworzyłam oczy..... NIEMOŻLIWE!
On mnie uderzył!
Widziałam w jego oczach pogardę i złość. Nie wytrzymałam.. łzy poleciały mi strumyczkiem. Jak on mógł?!
-Nienawidzę Cię gnoju! - ryknęłam.

(PODKŁAD.)

Nie mogłam na niego patrzeć, ruszyłam czym prędzej do hotelu. Nie chciałam się obracać, nie zrobiłabym tego sobie. Mam w dupie, jego, nasz 'związek' - o nie! Nasz były 'związek'! Kim ja jestem do cholery?! Jakiś worek treningowy? Na którym mógłby się wyżywać!?
Wbiegłam cała zapłakana do pokoju. Chwyciłam szybko walizkę i otworzyłam szeroko szafę. Zaczęłam wrzucać na chama, do niej ciuchy. Nie mam zamiaru spędzić tu ANI CHWILI DŁUŻEJ!
Na pewno jest jakiś wcześniejszy lot, na lotnisku kupię bilet.
Martyny nie było, z resztą czego ja się spodziewałam? Ona pewnie teraz się nadal bawi.. Więc napiszę jej krótki liścik, no wiecie, że wracam do Polski.
Cała drżałam, byłam spocona, mokra od łez. Wolałam nie patrzeć w lustro, spodziewam się co bym tam zobaczyła.
-Ok.. jestem gotowa. Już czas. - pomyślałam.
Chwyiłam rączkę od walizki i wyszłam.
_____

WIEM, ŻE KRÓTKI.
Przepraszam, że teraz trochę mało dodaję i takie krótkie..
Ale cóż, pierwszy powód jest taki, że podczas tych wszystkich burz coś mi rozwaliło neta :D.. i dopiero od wczoraj wieczorkiem mam, a na telefonie nie lubię pisać.. ;//
2 powód - NAUKI W CHUJ!... Chyba rozumiecie... nauczycielki nawalają nas zadaniami.. :c ... no cóż. Uroki końca szkoły i wystawiania ocen..
Mam nadzieje, że mnie zrozumiecie i nie opuścicie. ;>

A teraz... jak wam sie podoba rozdział? Wiem, nędzny. ;/
Czekam na opinie. ;*
Niedługo nn. OBIECUJĘ!

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!
Tagi: Płacz.. :c
06.06.2013 o godz. 20:50
Hehe.. ta sobie myślę, może zrobię Aska? Tzn. mam już Aska.. ale takiego dla was. Specjalnie na tego bloga. ;33 Co wy na to? <3
Proszę o odpowiedzi w komach.
I zapraszam poniżej XD
Tagi: Ask?
02.06.2013 o godz. 21:02
Belieberkanr1
Dopóki mnie kochasz...
Skąd: W sercu Justina, FOREVER.
O mnie: Belieber - to cała ja. :3 Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej, to zapraszam : http://ask.fm/Belieberkano1 ;*
statystyki
sekcja użytkownika
Mam wspaniałych znajomych bez, których nie powstał ten blog. A tym bardziej jakiś wpis, czy rozdział. Im zawdzięczam, te wszystkie pomysły. Są moją inspiracją. DZIĘKUJĘ. ;3 Dla : Zuzi i Viki. Kocham was! ♥